Ludzie
Czy to naprawdę bez pieniędzy? Odpowiadamy na najczęstsze pytanie
Co czwarty nowy gość pyta przy drzwiach, czy w chłodni gra się naprawdę bez pieniędzy. Zbieramy odpowiedź w jednym miejscu, żeby nie tłumaczyć jej w progu.
Pytanie z drzwi
Tak, naprawdę
Gra w chłodni odbywa się wyłącznie na żetonach, które nie mają wartości. Nie można ich kupić, sprzedać ani wymienić, nie ma kasy ani okienka, w którym ktoś wypłaca cokolwiek. Elżbieta Tkaczyk mówi, że najtrudniej jest wytłumaczyć to osobom, które odwiedziły inne miejsca z grami i oczekują, że i u nas ktoś poprosi o pieniądze.
Nikt nie pobiera opłaty za stół ani za udział w turnieju. Nie ma tu zakładów, bo wszystkie decyzje przy stole dotyczą wyłącznie żetonów. Zwycięzca turnieju dostaje tabliczkę z imieniem i tytuł mistrza wieczoru, a nic poza tym. Puchar stoi w gablocie i nie opuszcza budynku.
Zadajemy sobie czasem pytanie, czy to ma sens. Odpowiedź przychodzi sama, kiedy patrzymy na gości. Przy stołach siedzą ludzie, którzy gdyby grali o pieniądze, nie mieliby cierpliwości do rozmów. Bez nich rozmawiają godzinami, śmieją się i pytają nawzajem o życie.

Skąd taki pomysł
Artur o grze
Artur Zawadzki, który wymyślił całość, powtarza zawsze to samo: gra, która kosztuje, przestaje być grą. Wspomina warsztat stolarski, w którym grywał w karty z przyjaciółmi po pracy, na zapałki. Nikt nigdy nie liczył, ile kto ma, ale wszyscy pamiętali, kto zagrał najładniej.
Co mówią krupierzy
Aleksandra Fijałkowska twierdzi, że gra bez pieniędzy jest trudniejsza dla krupierki, bo wymaga większej uwagi. Gdy nie ma niczego do rozliczania, zostaje prowadzenie rozmowy i czuwanie nad rytmem wieczoru. Dlatego nowych krupierów uczy najpierw rozmawiać z gośćmi, a dopiero potem tasować karty i obsługiwać koło.
Co zostaje po wieczorze
Po wieczorze zostaje rozmowa, wspomnienie rozdań i imię na tabliczce, jeśli ktoś wygrał turniej. Nie zostaje nic, co można zważyć, przeliczyć albo schować do kieszeni. Myślę, że właśnie dlatego goście wracają: bo wiedzą, że przy tym stole nikt nie próbuje ich do niczego namówić. Zdarza się, że ktoś dopytuje jeszcze raz, upewniając się, że niczego nie przeoczył. Wtedy Elżbieta Tkaczyk uśmiecha się, wskazuje stół i mówi, że wystarczy usiąść, a reszta wyjaśni się sama. Najczęściej wyjaśnia się w ciągu kwadransa, i zwykle w sposób, który rozśmiesza obie strony. Dodam jeszcze, że wszystko to opisuję bez żadnej przesady, bo tak właśnie było i tak chcemy to zapamiętać.