Ludzie i dom
Mleczarnia, cegła i ludzie przy stole
Opowieść o budynku przy ulicy Bema, o chłodni zamienionej w salę kasyna i o czterech osobach, które dbają, żebyś wrócił.
Dom z cegły
Jak mleczarnia została jadalnią
Zacznę od formalności, żeby mieć ją za sobą: lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania. Wszystko inne w tej opowieści jest lokalne, bo dotyczy cegły, mleka i ludzi z Gołdapi, którzy przez lata nosili do tej mleczarni swoje bańki. Mówię o tym od razu, żebyś wiedział, z kim masz do czynienia, zanim usiądziesz do stołu.
Mleczarnia przy ulicy Bema działała przez dziesiątki lat jako spółdzielcza. Rano zjeżdżały tu wozy z wsi pod puszczą, w południe w hali ważono mleko, a wieczorem w chłodni leżały sery i masło. Kiedy produkcję przeniesiono gdzie indziej, budynek zamknięto. Okna zabito deskami, a na dachu zaczęły rosnąć brzózki, które do dziś pokazują nam starsi sąsiedzi.
Artur Zawadzki przez wiele lat prowadził w Gołdapi warsztat stolarski i znał to miejsce z odległości kilku przecznic. Pewnego dnia wszedł do środka z latarką, zobaczył wysoką halę, ceglane ściany i chłodnię, w której echo odpowiadało na każdy krok, i powiedział żonie, że to jest budynek, w którym ludzie chcieliby usiąść. Stoły do jadalni zbił sam, z desek ze starej stodoły.
Remont trwał dwa lata. Strop hali zostawiono taki, jaki był, wymieniono tylko spróchniałe belki. W chłodni zdjęto metalowe haki, a ceglane ściany odkryto spod tynku. Przy wejściu zachowała się tablica z godzinami odbioru mleka, którą dziś pokazujemy każdemu, kto zapyta, i którą hostessa bezlitośnie odkurza raz w tygodniu.

Sala na dole
Dlaczego kasyno, i dlaczego w chłodni
Pomysł, by w chłodni urządzić salę kasyna, przyszedł od Artura, który od lat grywał w karty z przyjaciółmi w warsztacie, po pracy. Nie chciał budować hałaśliwego salonu, tylko miejsce, w którym ludzie siadają naprzeciwko siebie i rozmawiają. Chłodnia nadawała się idealnie: grube mury, brak okien, jedna dobra podłoga i cisza, jakiej nie da się kupić.
Od początku obowiązywała jedna zasada: żetony nie mają wartości, a gra odbywa się wyłącznie na miejscu. Artur powiedział, że gra, która kosztuje, przestaje być grą. Nikt tu nie płaci za miejsce przy stole i nikt nie odbiera nagrody w pieniądzach. Zostaje rozmowa, rachunek prawdopodobieństwa i wieczór, który ma początek i koniec.
Najtrudniej było dopilnować, żeby nikt nie poczuł się jak w kasynie z telewizji. Nie ma tu błyszczących lamp, ciężkich perfum ani muzyki. Jest cegła, drewno, wełna i półmrok, w którym nie widać, kto jest kim. Pierwsi goście bali się, że będą oceniani; po miesiącu zaczęli przychodzić w swetrach.
Ja trafiłem tu z restauracji w mieście, gdzie przez dziesięć lat byłem kelnerem, a potem kierownikiem zmiany. Artur zaproponował mi salę, bo jak powiedział, umiem patrzeć na ludzi i nie przeszkadzać. Od tamtej pory uczę się jednego: żeby nikt nie poczuł, że go pilnuję, a każdy wiedział, że ktoś o nim pamięta.

O budynku
Pytania o dom i o ludzi
Dlaczego sala kasyna jest w chłodni, a nie na piętrze?
Bo w chłodni jest cicho. Mury o grubości pół metra odcinają salę od dźwięków jadalni i ulicy, więc przy stole słychać tylko karty i krupierkę. Piętra w naszym budynku nie ma, a hala przyjęć, która mogłaby pomieścić stoły, została jadalnią.
Czy w budynku zostało coś z dawnej mleczarni?
Zostało sporo: ceglane ściany, belki stropu, żelazne szyny w podłodze jadalni, tablica z godzinami odbioru mleka i jedna bańka, którą hostessa trzyma za ladą. Starsi goście często zatrzymują się przy niej, dotykają i opowiadają, kto z ich rodziny woził mleko.
Kto gotuje, a kto rozdaje karty?
W kuchni rządzi Witold Borkowski, który zaczynał w stołówce, a potem w restauracji nad jeziorem. Karty rozdaje Aleksandra Fijałkowska, która uczy też nowych krupierów i prowadzi wieczory nauki. Resztę ekipy poznasz przy drzwiach: to Elżbieta Tkaczyk, hostessa.
Od kiedy lokal jest otwarty?
Od kilku sezonów. Najpierw ruszyła jadalnia, a po kilku miesiącach sala kasyna w chłodni. Dziś oba miejsca działają razem, choć wciąż zdarza się, że ktoś przychodzi na kolację i dopiero po niej odkrywa schody w dół.
Czy mogę tylko obejrzeć budynek, nie jedząc i nie grając?
Jeśli zadzwonisz wcześniej, hostessa pokaże ci halę i chłodnię przed otwarciem, o ile akurat nie trwają przygotowania. W godzinach pracy wejście jest dla gości, którzy zamówili stolik lub miejsce przy stole, i dla osób pełnoletnich z dowodem.
Ekipa
Z kim rozmawiasz przy drzwiach i przy stole

Michał Zakrzewski
Kierownik sali
Odpowiadam za rytm wieczoru i za to, żeby każdy wiedział, gdzie ma usiąść. Jestem tu od pierwszego dnia sali w chłodni. Wcześniej nosiłem talerze w restauracji w mieście, więc wiem, jak wygląda sala z perspektywy tego, kto czeka na kawę. Po pracy chodzę z psem wokół jeziora.

Elżbieta Tkaczyk
Hostessa
Wita gości przy drzwiach i sprawdza dowody z uśmiechem, który trudno odmówić. Prowadzi księgę rezerwacji, pilnuje szatni i bańki po mleku za ladą. Zna z imienia około stu osób i potrafi powiedzieć, kto lubi stolik pod oknem, a kto wolałby siedzieć plecami do ściany.

Witold Borkowski
Szef kuchni
Zaczynał w stołówce zakładowej, potem gotował w restauracji nad jeziorem. Do nas przyszedł z jedną prośbą: żeby nie musiał robić niczego, co nie pochodzi stąd. Zakwas na żurek trzyma w glinianym garnku, a sękacz piecze według przepisu swojej cioci z Suwalszczyzny.

Aleksandra Fijałkowska
Krupierka
Rozdaje karty tak, że sala zapomina o jej obecności. Prowadzi wtorkowe wieczory nauki, na których tłumaczy poker, blackjack i ruletkę od zera. Nie pozwala nikomu czuć się głupio. Po zamknięciu sali sama składa wszystkie talie i liczy żetony do ostatniego.