Ludzie
Środa, w którą pani Halina przyniosła babkę ziemniaczaną
Pani Halina bywa u nas w środy od pierwszego sezonu i nigdy wcześniej nie przyniosła niczego prócz dobrego humoru. Tym razem przyszła z formą po babce i kartką wyrwaną z zeszytu.
Z grona bywalców
Forma po babce i kartka z zeszytu
W środę zjawiła się o szesnastej, godzinę przed otwarciem, i stanęła w drzwiach jadalni z blaszaną formą owiniętą w ściereczkę. Elżbieta Tkaczyk, która sprzątała właśnie salę, pomyślała, że to dostawa, i zaczęła tłumaczyć, że kuchnia jest od tyłu. Pani Halina uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że przyniosła coś dla Witolda.
Witold Borkowski wyszedł z kuchni w fartuchu, popatrzył na formę, potem na kartkę, na której starannym pismem ktoś kiedyś zapisał składniki, i zamilkł na dłuższą chwilę. Przepis nie zawierał ilości, tylko sformułowania w rodzaju „tyle ziemniaków, ile się zmieści w misce” i „boczku tyle, ile zostało po niedzieli”. Pani Halina zapewniła go, że to wystarczy.
Babka wyszła z pieca po godzinie i pachniała tak, że goście, którzy dopiero wchodzili do jadalni, zatrzymywali się w drzwiach. Pani Halina siedziała przy oknie i patrzyła, jak krojone kawałki trafiają na talerze. Nic nie mówiła, ale po jej twarzy widać było, że wraca do kuchni swojej babci.

Co z tego zostało
Przepis w zeszycie
Witold przepisał przepis do swojego grubego zeszytu, tego, który stoi w kuchni obok zakwasu. Dopisał pod spodem: „od pani Haliny, środa”. Takich wpisów jest już kilkanaście, a każdy opowiada o kimś, kto kiedyś przyszedł do nas z czymś więcej niż apetytem. Powiedział, że ten zeszyt jest ważniejszy od karty.
Co mówili inni goście
Reakcje były różne. Pan Jerzy, który zwykle krytykuje wszystko, co nowe, spróbował babki, pokiwał głową i powiedział, że tak smakowała kiedyś niedziela w jego rodzinnym domu. Młoda para przy sąsiednim stoliku poprosiła o przepis. Witold obiecał spisać go na kartce, ale pani Halina wyjaśniła, że przepis zostaje u nas i wraca do niej tylko od czasu do czasu, w postaci kawałka na talerzu.
Wieczór po babce
Tego wieczoru ruletka pracowała wolniej niż zwykle, bo goście wciąż wracali do stołów z kawałkami babki. Aleksandra Fijałkowska mówiła, że nigdy nie widziała, żeby ktoś grał w Hold'ema z talerzem na kolanie. Ja zamknąłem salę kwadrans po wpół do pierwszej, a pani Halina wyszła ostatnia, z pustą formą pod pachą.